kontakt
marzenie...

Projekt BIBLIOTEKA+


Wyobraźmy sobie bibliotekę parafialną...
     która jest otwarta codziennie przez osiem godzin dziennie,
     w której przy herbacie przesiadują ludzie czytający z zaciekawieniem książki,
     w której parafianie rozmawiają o tym, co ostatnio przeczytali,
     kolorową, pełną roślin, otwartą na miasto i obecną w świecie wirtualnym,
     z okna której przechodnie na ulicy Wolności słyszą śpiew uwielbienia.
Niemożliwe? Czy na pewno?

Szanowny czytelniku,
projekt ten dotyczy ożywienia czytelnictwa w parafii św. Jadwigi poprzez różne, poniżej opisane działania. Mamy w parafii prawie wszystko. Ogród biblijny jest już prawdziwą „wisienką na torcie”. Wydaje się, że brak jest tylko jednego: książek czyli solidnej katolickiej księgarni oraz żywej biblioteki. Tymczasem dobra literatura jest nam potrzebna do duchowego wzrostu jak roślinie niezbędna jest woda.
Projekt o nieco żartobliwej, ale pozytywnej nazwie „Biblioteka plus” można wyrazić graficznie w poniższy sposób:

BIBLIA
W centrum jest Biblia. Biblia jest TĄ księgą, tą pierwszą. Od niej pochodzą inne. „Dobra książka to uwspółcześniona wersja Biblii” – jak powiedział Kurt Vonnegut. Pamiętajmy, że słowo „biblioteka” pochodzi od słowa „Biblia”. „Biblia” znaczy „księga” więc od niej pochodzi słowo „księgarnia”. Te związki pokazują jak ważne stoi zadanie przed księgarnią chrześcijańską i biblioteką parafialną.
Słowo „Biblia” jest powyżej wpisane nie tyle w krzyż, co w znak plus. Połączenie księgarni z biblioteką w przypadku świeckiej literatury nie jest stosowane. Jednak gdy chodzi o książki religijne ten konflikt interesów nie jest taki ważny, tu bowiem nie chodzi o zysk, a o upowszechnianie czytelnictwa. Po prostu w naszym przypadku te dwa przeciwieństwa się uzupełniają, bo służymy przede wszystkim Bogu, a nie jak największemu zyskowi.

BIBLIOTEKA
Na drugiej osi w powyższym rysunku są miejsca – miejsce uwielbienia i miejsce spotkań. Miejscem cotygodniowego uwielbienia jest duża sala domu parafialnego. Miejscem spotkań ma być biblioteka, która teraz jest – przyznajmy to szczerze – magazynem. Ta wspaniała salka, narożna, pełna słońca jest obecnie zagraconym, zatęchłym składem przeróżnych rzeczy. Mnie, jako człowiekowi związanemu z handlem książkami przez większość życia zawodowego, ten widok łamie serce, gdy zdarza mi się odnosić tam sprzęt muzyczny wspólnoty. Zadajmy sobie pytanie: Biblioteka jest martwa dlatego, że parafianie nie czytają książek religijnych czy też nie czytają dlatego, że biblioteka nie działa tak, jak powinna? Jeśli parafianie nie chcą czytać książek religijnych to czy biblioteka powinna pozostać w takim stanie w jakim jest czyli w pozornym (oficjalnym) istnieniu, które równoznaczne jest z jej odejściem na „wieczny odpoczynek”?
Jak zatem powinna działać współczesna biblioteka? Weźmy wzór choćby z biblioteki dziecięcej na Kilińskiego. Organizowane są tam spotkania z ciekawymi ludźmi, wystawy, urodziny dla dzieci, ankiety (ostatnio głosowano na niezapomniany literacki... czarny charakter). Dziś biblioteka nie czeka na czytelnika, a przeciwnie, „wychodzi” do niego.

DRABINA
Inny problem z biblioteką parafialną leży w jej kiepskiej dostępności. Trzeba wejść wejściem od ulicy Chrobrego, korytarzem, w wyznaczonych godzinach, księgozbiór jest przestarzały, brak katalogu w internecie. Sprawa może wydawać się beznadziejna, ale wszystkiemu można zaradzić.
O klubo-księgarni katolickiej myślę już od dwunastu lat, ale ten szalony pomysł przyszedł mi do głowy parę dni temu i nawet nie wiem czy jest wykonalny. To realizacja powiedzenia: „Nie przyszedł Mahomet do góry, to przyjdzie góra do Mahometa”. Otóż ze sklepu Abba mieszczącego się pod biblioteką trzeba zrobić schody bezpośrednio do biblioteki – rzec można „połączyć Ziemię z Niebem” przy pomocy „drabiny”. Oczywiście w tym celu trzeba... wybić dziurę w stropie. To jedyna poważna inwestycja, której wymaga projekt.
Schody będą poprowadzić do biblioteki, ale biblioteka nie będzie już tylko biblioteką, a stanie się klubem, literackim Wieczernikiem. Książki będą szczelnie zapełniać ściany, a w środku będą stoliki i krzesła. Regały też mogą być przepierzeniem dla maleńkich stolików i krzeseł. Będzie można sobie przyjść i napić się herbaty, może nawet zjeść ciastko, porozmawiać, poczytać, spędzić czas. Samą bibliotekę trzeba będzie odświeżyć robiąc zbiórkę książek, które członkowie wspólnot sami mogą przekazać do biblioteki. Oczywiście powinien też powstać katalog dostępny w internecie z możliwością rezerwacji książek oraz możliwością pozostawiania komentarzy do danej książki czy też dyskusji.

HERBATA
Kiedyś usłyszałem historię o tym, jak spytano siostrę Faustynę jak zostać świętą. Ona odpowiedziała: „trzeba podać drugiemu człowiekowi herbatę z miłością”. Zapewne było to zainspirowane wydarzeniem z Dzienniczka opisanym pod akapitem numer 754. Tak mi się to spodobało, że przez jakiś czas wstawałem rano i robiłem żonie... herbatę z miłością. Pewne zdarzenie sprawiło, iż pomyślałem, że przecież można by to zrealizować na dużą skalę. Każdemu kto przyjdzie do naszej klubo-biblioteki podawać herbatę z miłością. Wtedy każdy parafianin nie byłby już klientem, a stałby się naszym gościem.

AFRYKA
Inny szalony pomysł: A czemu nie wykorzystać fascynacji Proboszcza Afryką? Wykorzystać kontakty księdza Emanuela zdobyte dzięki Joli Kazak? Mam na myśli prowadzenie kiermaszu przedmiotów z Afryki: ubrań, obrazów, instrumentów itd. Czemu by nie urządzić biblioteki w stylu afrykańskim, na kolorowo, radośnie, z roślinami nawiązując do ogrodu biblijnego? W honorową opiekę wziąć jakieś afrykańskie zwierzątko z chorzowskiego ZOO, na przykład... słonia. A co? Bylibyśmy może jedyną na świecie katolicką księgarnią i afrykańskim bazarem zarazem. Sam zresztą jestem zafascynowany kulturą Etiopii.

URZĄDZENIE
No dobrze, wielkie plany, ale skąd wziąć na to pieniądze? Owszem, interesowałem się ile kosztuje urządzenie „Nieba w mieście”, bo w jakieś mierze moje pomysły wywodzą się z pomysłu Witka Wilka. Otóż by otworzyć „Niebo w mieście” trzeba mieć na początek 60 – 100 tysięcy złotych, jak napisała mi Gosia Giżyńska, która otworzyła „Niebo” w Olsztynie. My jednak nie mamy otwierać kolejnego „Nieba”, mamy otworzyć coś zupełnie innego.
I tu z pomocą przyszło inne zdarzenie. W niezwykłych okolicznościach wskazana mi została warszawska, uniwersytecka klubo-księgarnia „Tarabuk”. To księgarnia urządzona starymi meblami. Każdy stół jest inny, każde krzesło inne. Niby rupieciarnia, ale tak jest urządzona, że każdy kto tam przyjdzie czuje się świetnie, a bywają tam studenci i profesorowie, warszawiacy i obcokrajowcy. Niepowtarzalność mebli wyraża prawdę o tym, że i my sami jesteśmy niepowtarzalni. W czasach gdy tak bardzo liczy się pieniądz my, wierzący powinniśmy iść pod prąd nie wstydząc się chrześcijańskiej siermiężności. (Na literackim marginesie: Tarabuk to bohater książki Leśmiana, bajkowy odpowiednik Jezusa. Tarabuk wytatuował się własną poezją by ją ucieleśnić, a Jezus ucieleśnił słowo boże – znów wracamy do centrum, do tego, że wartościowa książka czerpie ze źródła jakim jest Biblia.)

MODLITWA
Moją inspiracją była też Cafe Rafael powstała w Świdniku. Była to charyzmatyczna kawiarenka w której oprócz małej czarnej i ciastka można było zamówić... modlitwę wstawienniczą. Genialny, śmiały pomysł. Niestety powstała ona w centrum handlowym i nie przetrwała próby czasu. Dlatego ważne jest by budować takie miejsca w bezpośredniej bliskości kościoła. Biblioteka+ ma łączyć dwa światy: świat ludzi zaangażowanych w życie naszego kościoła i świat ludzi, którzy są tylko „klientami” sakramentów, którzy chodzą tylko na niedzielną mszę, a nawet rzadziej. W tym miejscu każdy mógłby się przekonać, że... ksiądz to też człowiek, a sąsiad to też mistyk – ktoś mi powiedział, że tę myśl powinienem pisać złotymi literami.

KSIĘGARNIA ŚW. JACKA
Kilka dni temu rozmawiałem z księgarzem pracującym w katowickiej księgarni św. Pawła. Opowiadałem mu o moich pomysłach – podobały mu się. Wyrażał jednak obawy, że chorzowska księgarnia św. Jacka już i tak cienko przędzie. Czy mogą istnieć dwie księgarnie katolickie w Chorzowie? Czy otwierając naszą nie skazujemy św. Jacka na zamknięcie? Myślę, że nie. W Katowicach istnieją przecież aż cztery księgarnie katolickie. Poza tym można by podzielić się ofertą. Św. Jacek powinien być tym, czym jest w tej chwili czyli sklepem z tradycyjnymi dewocjonaliami i książkami ogólnymi. My moglibyśmy się skoncentrować na młodzieżowych gadżetach (koszulkach, kubkach) oraz na literaturze o Duchu Świętym, na książkach o mistykach, słowem na literaturze bardziej ambitnej. W internecie jest przecież tak wielkie bogactwo literatury katolickiej, a w księgarniach jest jej tak mało.

SŁOWO NA ZAKOŃCZENIE
Pomysłów jest więcej: na przykład organizowanie seansów filmów religijnych, organizowanie spotkań w ciekawymi pisarzami katolickimi bądź takie proste jak wystawianie w witrynie czytań na dzień albo fragmentów książki „Jezus mówi do ciebie”, by każdy przechodzień mógł dowiedzieć się co chce dziś powiedzieć mu Bóg. Oczywiście trzeba zmierzyć się z wieloma problemami: finansowanie, remont, zaopatrzenie, urzędy, sanepid, dogadanie się ze sklepem Abba i pewnie inne.
Wydaje się, że największym problemem jest to, że ludzie nie chcą kupować książek. Po tym jak w naszej wspólnocie sprzedało się ponad pięćdziesiąt egzemplarzy książeczki „Jezu, Ty się tym zajmij” jestem innego zdania. Wedle mnie problemem jest to, że ludzie nie czują głodu tych książek. Ten głód trzeba rozbudzić, trzeba ludziom uzmysłowić poczucie pustki, które zapełniają sobie teraz na inne sposoby. Dziś księgarz nie może być tylko kasjerem, powinien być też doradcą, a nawet więcej – powinien kształtować rynek, zapalać ludzi do czytania nowych książek jak sprzedawczyni, która daje spróbować klientom kęsy nowych wyrobów – serów czy kiełbas. Księgarz zatem ma mówić o książkach, ma pisać blogi o książkach, ma rozdawać fragmenty książek, drukować gazetkę o nowościach itp.
Ten pomysł stworzenia mini-centrum kultury chrześcijańskiej przy Jadwidze nie wymaga wielkich pieniędzy, nowych mebli czy markowego sprzętu do parzenia kawy. Zamiast eleganckich filiżanek wystarczą papierowe kubki z nadrukiem wizerunku świętej Faustyny. Nie w sile pieniądza jest jego moc, a w sile zaangażowania i oryginalności. Ten pomysł ma być rozwinięciem życia wspólnoty czwartkowej na codzienność. Z tego narożnego, wykuszowego okna na piętrze domu parafialnego mają codziennie płynąć w świat pieśni uwielbienia po to, by zburzyć mury rozdzielające życie świeckie od życia religijnego. Ten pomysł ma też być rozciągnięciem na cały rok Święta Rodziny – czasu gdy wszyscy parafianie są jedną rodziną. Czy to możliwe? Myślę, że nie tylko możliwe, ale nawet niezbędne. Jezu, Ty się tym zajmij!

Mariusz Kwiatkowski
Chorzów, święto Jezusa Chrystusa Najwyższego i Wiecznego Kapłana 2017

więcej...


Copyright by Faustyna.idl.pl | Valid HTML | Szablon by Sliffka