|
Tarabuk to kawiarnio-księgarnia istniejąca przy Uniwersytecie Warszawskim. O tym, w jakiej literaturze się specjalizuje można poczytać na stronie. Nie jest to literatura katolicka. Moja inspiracja jednak nie ma żadnego związku z tematyką tej księgarni, ale z oryginalnym wystrojem i prężnym działaniem. Fascynuje mnie to, że każdy w tej kawiarence czuje się komfortowo: profesor, student, obcokrajowiec czy bezrobotny. To ekskluzywność kultury, słowa, a nie ekskluzywność wystroju czy kawy. Tarabuk (na poniższych fotografiach oglądamy Tarabuka w starym i nowym miejscu) jest umeblowany starymi krzesłami i stołami. Domowy klimat księgarni jest czymś wyjątkowym. Jest to możliwe dlatego, że księgarnia ta jest zanurzona w swoim lokalnym środowisku uniwersyteckim, choć jest otwarta na wszystkich przychodzących. Katolicka księgarnia musi też podobnie być zanurzona w swoim środowisku - w parafii. Ma być przedłużeniem i uzupełnieniem wszystkich parafialnych wspólnot. Częścią tego środowiska powinna być też szkoła katolicka, jeśli taka w danym mieście działa. Strona finansowa też jest tu ważna. Tarabuk pokazuje, że dziś, gdy na rynku dominują wielcy gracze, do otworzenia własnej księgarni nie trzeba cudu finansowego. Meblując lokal starymi meblami tworzymy klimat "jak u babci Helenki", co więcej jednak, oszczędzamy pieniądze.
W przypadku otworzenia sieci takich księgarenek utworzy się wiele miejsc pracy, bez niszczenia miejsc pracy w innych firmach. Wystarczy pomyśleć o tym jak często spędzamy czas przed telewizorem, bo nie ma gdzie wyjść z domu, a na kawiarnie nas nie stać. Warto też pomyśleć jak mało statystyczny Polak kupuje książek. Jest nadzieja, że sieć naszych "żywych" księgarenek podwyższy tę statystykę przynajmniej u katolików. Podziwiam bogate życie jakie potrafią zorganizować w Tarabuku: spotkania autorskie, teatrzyki dla dzieci, cykliczne spotkania i dużo więcej. Jest to więc nie tylko księgarnia z możliwością porozmawiania sobie przy stoliku czy poczytania na miejscu, ale jest to miniaturowe centrum kultury, którego życie warto na bierząco śledzić. Kultury alternatywnej do tej, którą spotykamy w mas mediach. Wedle mnie chrześcijanie jeszcze bardziej potrzebują takich mini-centrów kultury chrześcijańskiej. Wstydzimy się naszej wiary, zamiast się nią chwlić. Jest tak, bo ciągle nie wiemy czym dysponujemy, nie znamy mocy Ducha Świętego. Od tego tematu warto zacząć - od edukacji parafian w temacie otwarcia się na działanie Ducha Świętego. W dalszej kolejności warto uzupełniać literaturę księgani o tematy służące rodzinie: wiarę, psychologię, wychowanie, zdrowie, książki dla dzieci i inne.
O tym jak przyszła do mnie ta inspiracja nie mogę tu nie napisać, bo jest to przedziwna historia. Otóż dwa lata temu wychowawczyni mojej córki poprosiła mnie, bym pomógł jej z klasą pojechać na przedstawienie teatralne do innego miasta. Na miejscu okazało się, że dla rodziców też mają bilety i dzięki temu obejrzałem to przedstawienie: "Przygody Sindbada Żeglarza" według Bolesława Leśmiana.
Tego samego dnia wieczorem odebrałem maila od mojego przyjaciela, który pisał mi o warszawskiej księgarni Tarabuk. Jakież było moje zdziwienie gdy zdałem sobie sprawę z tego, że to przecież imię wuja Sindbada Żeglarza z przedstawienia, które widziałem parę godzin wcześniej. Pod wpływem tych zdarzeń napisałem nawet recenzję z przedstawienia.
Później skontaktowałem się z twórcą i szefem Tarabuka, ktory potwierdził mi, że rzeczywiście inspiracją nazwy była książka Leśmiana. Zadziwiający zbieg okoliczności? Cóż, może by i tak było gdyby nie... przesłanie. Tarabuk był szalonym poetą, który do tego stopnia kochał poezję, że wytatuował się fragmentami swoich dzieł. Rzec można chciał, by jego poezja żyła... by on sam stał się chodzącą księgą. Jest on zatem bajkowym odpowiednikiem Jezusa - człowieka, który samym sobą ucieleśnił Słowo Boże.
|