|
18/XI. [1936].
Dziś starałam się, żeby odprawić wszystkie swoje ćwiczenia do benedykcji, bo czułam się więcej chora niż zwykle, więc zaraz po benedykcji, poszłam się położyć, jednak kiedy weszłam do sypialni, nagle poznałam wewnętrznie, aby wejść do celi S.N., bo potrzebuje pomocy.
Weszłam zaraz do tej celi, a S.N. mówi mi: o, jak to dobrze, że Bóg Siostrę przyprowadził.
A mówiła tak cichym głosem, że ledwie ją usłyszeć mogłam.
Mówi mi: Siostro, proszę mi przynieść trochę herbaty z cytryną, bo mam tak wielkie pragnienie, a poruszyć się nie mogę, bo cierpię bardzo i rzeczywiście cierpiała bardzo i gorączkę miała wysoką.
Usłużyłam jej i tą trochą herbaty, ugasiła swoje spragnione usta.
Kiedy weszłam do swej celi, duszę moją ogarnęła wielka miłość Boża i zrozumiałam, jak bardzo trzeba uważać na natchnienia wewnętrzne i wiernie iść za nimi, a wierność jednej łasce, sprowadza następne.
Dzienniczek 754
|